Top5, spinoff bloga Scribere necesse est - ferengis.blox.pl
Kategorie: Wszystkie | Architektura | De se ipso | Film | Literatura | Ludzie | Miejsca | Muzyka | Sztuka | Varia
RSS
wtorek, 02 listopada 2010
Łańcuszek

W odpowiedzi na sympatyczne zaproszenie:

Zdanie nr 1, strona nr 69, książka pod ręką

"Antigonos II Gonatas took refuge here after his defeat by Pyrrhos in 274 BC, and it was here that Philip V withdrew after the battle of Kynoskephalai (197 BC) in order to turn his attention to the Romans."

(I. Touratsaglou, Macedonia. History, monuments, museums, Athens 2004)

Robiłam z tego skany zdjęć na zajęcia... Mam w sumie szczęście, że jestem praworęczna, bo pod lewą ręką miałam upiorne tłumaczenia Keatsa w wykonaniu Barańczaka. No i w zacytowanym zdaniu występuje jeden z moich starożytnych idoli, Pyrrus.

 

12:00, drakaina
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 listopada 2009
Szlagiery dzieciństwa

Dwie miło się kojarzące piosenki zasłyszane dość przypadkiem: jedna w domu przyjaciółki, druga w samochodzie, oraz trzecia, znacznie mniej przyjemna, którą przypomniał mi tekst w gazecie, wywołały we mnie dziwaczny rodzaj nostalgii za wczesnym dzieciństwem i magnetofonami na taśmę, na których z moją podstawówkową kumpelą pracowicie przegrywałyśmy piosenki, a nawet montowałyśmy własne "teatry słowa".

Stąd pomysł na listę: piosenki sprzed lat, zapamiętane z dzieciństwa, słuchane przez naszych rodziców. Sprzed lat '80, sprzed ery tzw. polskiego rocka. Chodzi mi o ten złoty wiek naprawdę dobrego polskiego popu - choć w sumie waham się, czy to tak nazwać, bo przecież w tym i mnóstwo jazzu, i progrocka było. No i jeszcze jedno: lista nie tyle najważniejszych czy najlepszych piosenek tamtych czasów, ale właśnie tych, które kojarzą się z przytulnym pomimo peerelowskiej szarości dzieciństwem. Wyłącznie polskich, bo inaczej utoniemy w Okudżawie i Wysockim ;) I nie np. kabaretowych, bo ja wtedy na pewno utonę w Starszych Panach. Może być totalny kicz i ogólnie wstydliwe addictions. Ninedin, podejmujesz rękawicę?

Uwaga techniczna - chciałam ułożyć ranking, ale nie wyszło. Więc jest alfabetycznie po tytułach.

Bal na Gnojnej - jak dla mnie w wykonaniu Bohdana Łazuki, ale że niedostępny na youtubie, więc podaję w wersji nieco bardziej tradycyjnej, Stanisława Grzesiuka. Łazuka jeszcze się pojawi. A piosenka - no cóż, posiadała niewiarygodny klimat, Tato, którego rodzina wyemigrowała do Warszawy po wojnie, lubił mi śpiewać te warszawskie uliczne przyśpiewki, a poza tym posiada ona jeden afrodyzjak, któremu nie potrafiłam się w dzieciństwie oprzeć: słowa, których nie rozumiałam (np. dintojra).

Kwiat jednej nocy - Alibabki - kicz nie z tej ziemi, babskich zespołów nie lubiłam, ale tu znów zadecydowała fascynacja tematem, nie dziwna u osoby wychowanej na fantastyce od najwcześniejszych lat

Mały Książę - Kasia Sobczyk - ilustracja do jednej z ulubionych książek, a poza tym zrobiło na mnie wrażenie to połączenie melorecytacji ze śpiewem

Nie spoczniemy - Czerwone Gitary - piosenka, której słów za nic w świecie nie rozumiałyśmy: o co, u diabła, chodzi z tymi kartami? I która u mnie - zaczytanej w fantasy i książkach przygodowych - budziła jakieś dziwaczne marzenia i pragnienia, żeby iść gdzieś w tę siną dal, na koniec świata.

Powrócisz tu - Irena Santor - to powód zastrzeżenia, że może być kicz ;) - a po prawdzie wspomnienie tej piosenki jest dla mnie dlatego istotne, że była to pierwsza rzecz, jaką zobaczyłam w kolorowym telewizorze. Dopiero teraz dowiedziałam się, szukając po youtubie, że jest to bardzo stara piosenka, debiutowała w 1966 roku w Opolu, a ja ją zapamiętałam oczywiście z wykonania duuużo dużo później, widocznie na jakiejś rocznicówie. Ponieważ jednak nie mogłam znaleźć tamtego "mojego" nagrania, prezentuję tu klip z 1968 r. (co dodaje słowom dodatkowego znaczenia...), który zresztą zachwycił mnie prostą pomysłowością, ascetyzmem i niespodziewaną fryzurą piosenkarki.

Remedium - Maryla Rodowicz - again: powiew tajemniczej przygody i wolności, o której można było jedynie marzyć w kraju kolejek po paszport.

Samba przed rozstaniem - Hanna Banaszak - kochałam jej głos, a poza tym ta piosenka chyba jako pierwsza otworzyła przede mną tajemniczy świat erotyzmu (bo jeszcze nie erotyki).

Ważne są tylko te dni - Marek Grechuta - w ogóle go lubiłam. Wybrałam tę piosenkę, bo jednak zrobiła na mnie największe wrażenie, znów jakąś obietnicą, pokusą nieznanego, tajemnicy, tego, co czeka za rogiem...

W siną dal - Iga Cembrzyńska i Bohdan Łazuka - piosenka 'samochodowa': w dzieciństwie cierpiałam na chorobę lokomocyjną, a wspólne śpiewanie z rodzicami pomagało. To był jeden z naszych głównych przebojów.

W żółtych płomieniach liści - Łucja Prus i Skaldowie - Kolejny tekst, którego za nic nie rozumiałam, ale pamiętam mój zachwyt nad tym, że można tak "dialogować" w piosence. A Łucja Prus - no cóż, piosenkarka o chyba największym zmarnowanym talencie, bogowie, co to za głos... Klip, który podlinkowałam, zobaczyłam dziś po raz pierwszy i znów zachwycił mnie pomysłowością, z telewizji kojarzę jakieś znów dużo późniejsze wykonanie, w którym panowie byli już w lekko mówiąc średnim wieku. A tu nieco inna aranżacja, muzycznie chyba ciekawsza.

I jeszcze jedna rzecz - "Bardzo smutna piosenka retro" Pod Budą - nie ma na YouTubie - to wyśpiewywałyśmy z podstawówkową przyjaciółką na wakacjach, a raz nawet wierzyłyśmy, że nabierzemy mieszkające w sąsiednim pokoju dzieciaki z kolonii, że to w radiu idzie...

A tak naprawdę piosenkami mojego dzieciństwa były dwie płyty Ewy Demarczyk - ja się w tej kobiecie autentycznie kochałam. A jej koncert na żywo już w czasach licealnych to było jedno z największych przeżyć. Oto te najważniejsze z wczesnego okresu fascynacji:

Sur le pont d'Avignon

Grande Valse Brillante

Wiersze wojenne

A teraz uwaga ogólna, która mi się podczas układania tej listy nasunęła, i wbrew pozorom nie wynika ona z nostalgii, ale realnej oceny sytuacji. Otóż, drodzy państwo, w tych latach '60 i '70 to myśmy mieli muzykę rozrywkową z prawdziwego zdarzenia. Naprawdę wybitną. Nie tylko głosy, bo te i teraz by się znalazły (choć nie bardzo widzę wokalistów zdolnych dorównać Krajewskiemu czy Grechucie...), ale również kompozytorów, aranżerów i autorów tekstów.

Polihymnia, Centrale Montemartini, Rzym

PS. Tą trzecią, czyli piosenką, której nie znoszę, ale która jak się uczepi, to jak rzep psiego ogona, było "Jeszcze się tam żagiel bieli" Alicji Majewskiej - kwintesencja bezsensownego patosu.

01:51, drakaina , Muzyka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 maja 2009
Do zabicia

Bywa tak, że kocha się jakiś serial namiętnie, ale jest w nim jeden bohater (czasem więcej), którzy doprowadzają człowieka do szału i jedyne, czego im się życzy, to powolnej i bolesnej śmierci. Albo niech i będzie szybka i bezbolesna, byle znikli z ekranu. Oto moja lista "na dzień dzisiejszy" i wyzwanie dla Ninedin. Na kolejność miejsc po części miało wpływ to, w jakim stopniu w chwili obecnej dany bohater pogrąża serial, czyli podany ranking jest "względny" czy też ważony:

5. Data (Star Trek, TNG) - naprawdę w latach '90 można było zrobić ciekawszego i lepiej wyglądającego androida, nawet jeśli się robiło Star Treka. Właściwie powinnam mu do towarzystwa dodać kpt. Picarda, który też mnie doprowadza do białej gorączki i czasem nie wiem, którego chętniej bym zabiła.

4. Samantha Mulder (The X-Files) - no niby prawie jej nie ma, co mogłoby być sporym plusem, ale niestety jest. Odwrotność słynnego stwierdzenia Kochanowskiego, że "pełno nas, a jakoby nikogo nie było". Z początku pomysł fajny, ale w kolejnych sezonach na hasło "Samantha" albo, co gorsza, "klon Samanthy", miałam ochotę wyłączać telewizor. Do towarzystwa Cassandra Spender i Diana Fowley.

3. Audrey Raines (24) - w skali absolutnej miejsce bezdyskusyjnie pierwsze, żadnej bohaterki (i bohatera też) nie nienawidziłam tak szczerze i bezinteresownie i na dodatek od pierwszego wejrzenia jak jej. Pannidło - córunia równie antypatycznego tatusia - która nie ma prawa mieć takiej wiedzy, jaką niby ma, a na dodatek jej stosunek do otaczającego świata - niczym księżnej udzielnej, ten nieustanny ton pretensji i wyższości - z dodatkiem paskudnie krzywego nosa. W dodatku wszyscy dookoła bohaterowie uważają ją za piękną, mądrą, ważną i powabną i nadskakują jej jak mogą. I wanna puke. Miejsce trzecie wyłącznie dlatego, że strony "Audrey Haters" najwyraźniej zrobiły swoje i producenci pogrążyli tę abominację w śpiączce, miejmy nadzieję, że wiecznej.

2. Sara Tancredi (Prison Break) - w IV sezonie najbardziej nieprawdopodobna postać, nawet zważywszy gadżety Kompanii rodem z marnej, a raczej wtórnej, science fiction. Ona nie ma prawa tyle wiedzieć, umieć i znieść, co wie, umie i znosi. I doprowadza mnie tym do szału.

1. Susan Mayer (Desperate Housewives) - bardzo ją lubiłam w pierwszym sezonie, była zabawna. Niestety im dalej, tym urok gasł, a Susan przemieniała się w żałosną histeryczną babę. Na dodatek taką, której wszystko uchodzi na sucho, bo wszyscy dookoła uważają, że jest rozkoszna i kochana i taka bezbronna. Bueeee.

Hmmm, wyszło na to, że najgorsze są kobiety... I że spora część z nich pomyślana jest przez scenarzystów jako postać, którą widz powinien kochać, w związku z czym kochają ją wszyscy inni bohaterowie w nadziei, że wpłynie to na odbiór przez widzów. Nie wpływa. A raczej ma skutek odwrotny od zamierzonego.

Wenus z głową Rzymianki - Muzea Kapitolińskie

01:32, drakaina , Film
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 maja 2009
Kaczmarski poświąteczny

No nie udało mi się z górskiego przysiółka wysłać tego wpisu na czas, więc w odpowiedzi na listę Ninedin, będącą odpowiedzią na rzucone przeze mnie w rozmowie wyzwanie, zamieszczam z niejakim opóźnieniem własną. Wyszła zupełnie inna niż się spodziewałam, samą mnie to zdziwiło. I nie umieściłam na niej ani "Murów", ani "Modlitwy o wschodzie słońca" (choć powinnam), ponieważ wyłgałam się z zapełniania przez te dwie piosenki miejsca tym, że nie są tak naprawdę autorstwa Kaczmarskiego.

10. Epitafium dla Brunona Jasieńskiego - świetny tekst, bawiący się jakoś awangardą, i świetna gra nastrojami muzycznymi

9.  Sen Katarzyny II - perełka historyczno-biograficzno-psychologiczno-polityczna

8. Karmaniola - świetna diagnoza wszelkiej rewolucji i jej skutków (zwłaszcza)

7.  Autoportret Witkacego - powinien trafić do repertuaru Piwnicy pod Baranami. Nastrój i mądry witkacyzm, no i świetny pastisz metaforyki Witkacego

6.  Pobojowisko - piękna analiza sarmatyzmu i innych polskich bolączek

5.  Pompeja I (Odkopywaliśmy miasto Pompeje) - fantastyczna analiza zachowań w obliczu katastrofy

4. Kasandra - jakoś przy pierwszym wysłuchaniu targnęła mną i targa dalej

3. Encore, jeszcze raz - przyznaję, nie daje mi spokoju ta piosenka, która nie wiem, gdzie i kiedy naprawdę, poza tym, że szeroko i beznadziejnie rosyjsko...

2.  Wykopaliska - no cóż, jestem chodzącym przykładem upierania się, "że nie gruzy to, lecz fundamenty"... *

1. Kołysanka dla Kleopatry - odkryta niedawno, ale z natychmiastowym zachwytem i murowanym pierwszym miejscem. Prawdziwa poezja, a na dodatek świetna linia melodyczna (jak dla mnie najlepsza z całego JK), a poza tym fenomenalny, przejmujący i bardzo prawdziwy obrazek historyczno-psychologiczny.

Teksty wszystkich piosenek można znaleźć na świetnej stronie "A źródło wciąż bije" (skądinąd ta piosenka na pewno w pierwszej piętnastce razem z Przejściem Polaków przez Morze Czerwone, Somosierrą i Warchołem...)


* Bezczelnie zareklamuję dowody: Hellenika i Antiquitates ;)

 Kleopatra VII

00:56, drakaina , Muzyka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 listopada 2008
Sztafeta czytelnicza

Natknęłam się na taką ankietę na kilku czytanych blogach, a andsol-br zachęcił wszystkich blogowych znajomych do udziału, więc czuję się zaproszona do jej wypełnienia ;) Aha - wypełniam najdłuższą z zaobserwowanych wersji. A robię to tutaj, ponieważ od tego mam ten spinoff.

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Między 10 rano a obiadem oraz po obiedzie do wczesnego wieczora. Czasem też w środku nocy, jak mnie coś wciągnie tak, że nie jestem w stanie odłożyć, przypalam pizzę i nie śpię do rana.

2. Gdzie czytasz?

Najchętniej na własnej kanapie lub w fotelu (zwłaszcza u Rodziców), ale zdarza się i w innych miejscach.

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Na plecach, ale w pozycji półleżącej, z dużą poduchą za plecami. Ewentualnie na boku, podparta na łokciu, ale długo tak nie wytrzmuję.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Zakładam, że chodzi o czytanie dla czystej przyjemności, ergo: fantasy, science-fiction i okolice. Nie znoszę 90% a w porywach i 99% tzw. "ambitnej literatury głównonurtowej", zwłaszcza najnowszej. To, co kocham z klasyki, często też zahacza o jakąś niezwykłość, jak np. Rękopis znaleziony w Saragossie. Najbardziej głównonurtowym autorem, którego napawdę cenię, jest Joseph Conrad, prawie cała reszta zahacza choćby troszeczkę o jakieś "inne wymiary". (Wypisałam to kiedyś na głównym blogu w zakładkach pod hasłem "Zaczytane".)

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

Ech, trzeba powiedzieć prawdę, co? Ptolemeusze i Rzym - przyjaźń czy zależność. W Londynie też kupowałam głównie rzeczy tego rodzaju, najbliższe beletrystyce będą chyba pisma Juliana Apostaty. Fakt, że trochę książek z literatury pięknej (czy też fikcji literackiej) dostaję z wydawnictw, więc w sumie ich nie kupuję, ale mam. A z poezji kupiłam sobie ostatnio tomik niejakiego Andreasa Embeirikosa po nowogrecku - z powodu jednego wiersza, który koniecznie chciałam przeczytać w oryginale.

7. Co czytasz aktualnie?

Aktualnie czytam to, co tłumaczę, bo mam krótki termin w wydawnictwie, i jest to prequel do bestsellerowej Trylogii Czarnego Maga, fantasy pióra niejakiej Trudi Canavan.

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

Zazwyczaj używam zakładek, ale dość przypadkowych: mogą to być jakieś dowolne kartki, bilety, pocztówki, cokolwiek jest pod ręką.

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?

Jestem raczej wzrokowcem, a poza tym literatura od wynalezienia pisma powoli przestawała być przeznaczona do słuchania i już się jej tak nie robi, żeby do słuchania się nadawała.

10. Co sądzisz o e-bookach?

Jak się nie da inaczej...

11. Najbardziej cię pociągający bohater ever (taki z którym mogłabyś pójść do łóżka)?

Hmmm... Jestem wzrokowcem... Mam więcej takich w filmach... W czasach, kiedy czytałam po raz pierwszy Władcę Pierścieni, był to Faramir, ale w filmie zdecydowanie wolałabym jego brata. Jak mi coś przyjdzie do głowy, to dodam.

12. Najgorszy bohater ever (nieciekawy, żałosny, nieprawdziwy itp.)

Znów mi się filmy nasuwają bardziej. Louis z Wywiadu z wampirem? I wszelkie postacie w rodzaju Marka Winicjusza ze znienawidzonego Quo vadis - niby na początku drań, ale od początku wiadomo, że jak się poprawi, to będzie nie do zniesienia ulukrowany. A poza tym jak wyżej, pewnie mi się jeszcze coś przypomni.

13. Najlepsza scena

Bogowie nieśmiertelni, JEDNA scena? Bez żadnych dookreśleń? Tak się nie da, bo z samego wzmiankowanego już tu Władcy Pierścieni mogłabym wymienić kilka. A z paru innych ulubionych książek następne kilkanaście, jeśli nie więcej. Z czysto intelektualnego punktu widzenia chyba scena z czarnym psem w Euklides był osłem Stefana Themersona.

14. Najbardziej żenująca scena erotyczna

Pochodzi z książki, którą szczęśliwie chyba mało kto czytał, a ja zetknęłam się z nią tylko dlatego, że miałam krótki epizod pracy w piśmie branżowym: dowolna scena erotyczna z powieścidła Szerglvar niejakiej Moniki Błądek (kto ma odwagę, może sobie wyguglać - osobiście polecam omówienie na stronie goodomens, która pokazuje się przy guglaniu autorki gdzieś w okolicy 10 miejsca).

15. Najlepszy tekst

Też niełatwo wybrać jeden ulubiony cytat (bo zakładam, że o cytat tu chodzi). Cytatami, które lubię, ponieważ do mnie pasują, są ten z Lorda Jima Conrada: "To follow the dream, and again to follow the dream - and so - ewig - usque ad finem..." i jeszcze taki z Connie Willis (Nie licząc psa): "Słyszałeś go. Rozsądna. Inteligentna. Jego bratanica pewnie należy do tych okropnych nowoczesnych dziewcząt, które mają własne poglądy i uważają, że kobiety powinny studiować w Oksfordzie. Wyjątkowo odrażający typ dziewczyny. Nie to, co panna Mering. Taka ładna i niewinna."

Kocham też ten wiersz z Hobbita o drodze, która wiedzie w przód i w przód; kocham taki tekścik z Klubu Pickwicka: "To nie wino - wymamrotał pan Snodgrass. - To łosoś. (W takich wypadkach to nigdy nie jest wino.)", kocham też żartobliwe teksty z Dzienników gwiazdowych Lema; a z tekstów poważnych i w pewnym sensie egzystencjalnie przerażających moim faworytem jest ostatni monolog Makbeta ("Tomorrow and tomorrow and tomorrow..."). Ale przecież są jeszcze wiersze - sporo tych ulubionych znalazło się, wraz z wyjaśnieniami, w poprzednim wpisie.

Ninedin, przejmiesz pałeczkę?

 Figurka terakotowa

niedziela, 26 października 2008
Niektórzy lubią poezję

Kolejna wspólna inicjatywa z ninedin - ulubione wiersze o antyku lub antykiem inspirowane. Kolejność alfabetyczna, nie potrafię tego ułożyć od najmniej do najbardziej... Niektórych wierszy niestety nie udało mi się znaleźć w sieci, stąd brak linków.

  • Adam Asnyk, Julian Apostata - zachwycił mnie czymś, czego się po Asnyku nie spodziewałam - refleksją historyczną. I nieprawdą jest to, co (nie wiedząc, co z tym począć?) wypisują o tym wierszu wszelkie możliwe serwisy szkolne w necie: to nie jest żaden młodzieńczy bunt przeciwko Stwórcy, żadne tam "niebo w płomieniach" - takimi opiniami zakrzykuje się całą treść tego wiersza, ale o tym może kiedyś napiszę osobno na Scribere...
  • Andreas Embeirikos, Alexander's Cavalry, or even before the nuptials - jeden z najpiękniejszych erotyków, jaki kiedykolwiek czytałam.
  • James Elroy Flecker, Santorin. An Aegean Legend - dziwaczny, nieco pretensjonalny, "prerafaelicki" wiersz nawiązujący do jednej z moich ulubionych legend. Na podlinkowanej stronie wiersz trzeci od góry. Skądinąd pracuję nad przekładem, więc może kiedyś dołączę.
  • Konstaty Ildefons Gałczyński, część I poematu Niobe, zatytułowana Eutyfron - kunszt i prostota formy jako wyraz tragedii - arcydzieło. Reszta poematu bardzo taka sobie, z małymi perełkami tu i ówdzie.
  • Zbigniew Herbert, Do Marka Aurelego - muszę przychylić się do opinii Ninedin, że tym, co tu najbardziej zachwyca jest ten cudowny rytm, ale dorzuciłabym jeszcze tę nostalgię za przemijającym pięknem świata - trochę w stylu ostatniego zdania ostatniego przed epilogiem rozdziału Quo vadis Sienkiewicza, które stawia pod znakiem zapytania cały bogoojczyźniany wydźwięk ten powieści, której skądinąd nie znoszę. Zdanie to brzmi: "Biesiadnicy jednak patrząc na te dwa białe ciała, podobne do cudnych posągów, zrozumieli dobrze, że z nimi razem ginie to, co jedynie jeszcze pozostało ich światu, to jest jego poezja i piękność." (Skądinąd współbrzmi to też po części z pierwszym z wymienionych tu wierszy.)
  • Zbigniew Herbert, Dlaczego klasycy - dość oczywiste. Dość dobrze tłumaczy, dlaczego.
  • Konstandinos Kawafis, Z Jonii - wiersz, który oddaje to, co czuję będąc w Grecji, chodząc wśród ruin świata, który kocham. (Link do notki z przytoczonym na samym końcu całym wierszem.)
  • Konstandinos Kawafis, Teodotos - jeden z najbardziej niepokojących, poruszających i nie dających spokoju wierszy, jakie znam. A zarazem jedno z najlepszych skrótowych opowiedzeń znanej historii.
  • Konstandinos Kawafis, W roku 200 przed Chr. - to jest wiersz, którego tytułu zawsze zapominam, ponieważ nieodmiennie wydaje mi się, że ma on tytuł "Oprócz Lacedemończyków" albo coś w tym stylu.
  • John Keats, Oda do urny greckiej - ech, Ninedin, znów będę wtórować Twoim słowom: ostatnie wersy, ostatnie wersy... ale nie tylko.
  • Rudyard Kipling, Pieśń ku czci Mitry - gdyby mnie ten wiersz nie zachwycił, to chyba bym go nie przetłumaczyła. Cytuję tu z netu oryginał angielski, jak wymyślę, jak sensownie doczepić własny, opublikowany już, przekład, to dodam ;)
  • Algernon Charles Swinburne - The Garden of Proserpine - tekst antykiem inspirowany, który nie daje mi spokoju, odkąd przeczytałam jego fragment jako motto do Martina Edena Londona.
  • Wisława Szymborska, Atlantyda - też raczej inspiracja niż temat. I jeden z pierwszych wierszy, jakie umiałam na pamięć.
  • Alfred Tennyson, Tithonus - wspomnienie jednej z ulubionych lektur późnego dzieciństwa/bardzo wczesnej młodości, mianowicie powieści Po wielu latach Huxleya.
  • Clive Wilmer, Narcissus, Echo - bardzo piękne rozpisanie mitu na role przez poetę skądinąd mi nieznanego. Przy okazji link do antologii poezji inspirowanej motywami antycznymi, gdzie można znaleźć sporo bardzo ciekawych wierszy.
I jako dodatek do tej piętnastki, dwa poetyckie fragmenty dramatów:
  • Stanisław Wyspiański, Noc listopadowa - dialog Demeter i Kory - wielkie przeżycie dzieciństwa - telewizyjny spektakl Wajdy. Jeden z powodów, dla których chciałam studiować teatrologię. Czyli właściwie powinnam tego Wyspiańskiego wraz z Wajdą przekląć...
  • Stanisław Wyspiański, Powrót Odysa - dwie pieśni Syren z zakończenia. Jeden z najbardziej poruszających tekstów w polskiej literaturze. Same te pieśni może nie są bezpośrednio "antyczne", ale w kontekści, zwłaszcza jeśli go szeroko potraktować (nawiązanie do Homera), jak najbardziej mieszczą się w kategorii.
I podobnie jak Ninedin muszę się zastrzec, że z pewnością zapomniałam o czymś oczywistym. Zwłaszcza że z samych Kawafisa i Herberta mogłabym jeszcze to i owo dorzucić...

sobota, 18 października 2008
Obyś cudze dzieci uczył...

Kolejne wyzwanie niestrudzonej Ninedin

A w odpowiedzi: mniej lub bardziej upiorni nauczyciele z książek i filmów.

5. Doktor Gregory House - ten to potrafi pokazać, że nienawidzi uczyć

4. Indiana Jones - wykładowca nieuchwytny na uczelni czyli jeden z największych koszmarów studenta. Na dodatek pokazywane w filmach kawałki jego wykładów nijak nie mają sensu...

3. Prof. Pimko - no bo jak się obejść bez klasyki?

2. Ten kolo ze Stowarzyszenia umarłych poetów - zawsze szczerze nienawidziłam nawiedzonych i natchnionych belfrów

1. Dolores Umbridge - no comments, potrafi śnić się po nocach. Autentyczny koszmar.

I nie, niestety, racjonalizm argumentów przemawiających za tym, że Severus Snape jest jako nauczyciel fatalny, nie skłoni mnie do umieszczenia go na tej liście. Zanadto go kocham... No dobra, dokładnie z tego powodu powinnam umieścić go na liście ex aequo z dr. Housem, którego również kocham...

Rzymskie rysiki

00:23, drakaina , Ludzie
Link Komentarze (7) »
wtorek, 16 września 2008
Guilty Pleasures

Okej, jak szczerze, to szczerze ;) Wyzwanie od ninedin, oczywiście.

5. Czytanie wynurzeń o charakterze religijnym, zwłaszcza wszelkiej maści neofitów - moja wielka morbid fascination. Oraz artykułów teologicznych, np. w Tygodniku Powszechnym. Nic na to nie poradzę, ale teologia (dowolnego wyznania) traktowana jako nauka jest dla mnie nieodparcie śmieszna.

4. Posiadanie kolekcji (i oglądanie) bardzo złych horrorów. Dobrych też, żeby było jasne. Ale posiadam - i obejrzałam - takie cuda jak idiotyczny film z androidem z pierwszego Aliena/Frankiem Blackiem z Millenium czyli Lancem Henriksenem pt. Pierwotne zło, traktujący o zabijającym ludzi straszliwym Sasquatchu. No i posiadam nawet jeden film z Paris Hilton, Dom woskowych ciał, oczywiście. Nawiasem mówiąc kiedyś zaskoczyłam pana w wypożyczalni, gdzie kupowałam za grosze bodajże Dog Soldiers. Pan zapytał mnie niepewnie, czy wiem, że to bardzo zły film, na co odpowiedziałam mu, że wiem i właśnie dlatego kupuję...

3. Płaczę jak bóbr przy wszystkich wzruszających - i nie tylko - scenach w książkach i filmach. Jest bardzo niewiele filmów, na których nie uroniłam choćby łzy. Horrory stanowią wyjątek, choć nie zawsze, może dlatego tak je lubię, że są nielicznymi filmami, które oglądam bez nadmiaru sentymentalnych emocji.

2. Posiadam figurkę Boromira z filmu Petera Jacksona. Wprawdzie ją dostałam, a nie kupiłam sama, ale stoi sobie grzecznie w sekretarzyku, a nie została wrzucona do jakiegoś pudła z ogólnym pamiątkowym badziewiem. Posiadam też komplet zdjęć promocyjnych tegoż (przy jednoczesnym nieposiadaniu kompletu innych). I podpisaną kartę z karcianki. I jeszcze parę innych gadżetów. Nie, zdecydowanie nie należę do fanclubu Legolasa.

1. Moją chyba ogólnie nawiększą guilty pleasure jest ogólne fanatyczne i obsesyjne wręcz kolekcjonerstwo... Tak wielu rzeczy, że aż wymienić byłoby trudno.

Grecja 2008

12:20, drakaina , Varia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 września 2008
Charakterne kobiety

To wyzwanie rzuciła komentatorka listowego blogu ninedin. Cytuję: Pozornie łatwa do stworzenia (mam kilka, ale właśnie tylko kilka pomysłów) - lista kobiet w literaturze, uwaga, obdarzonych cechami charakteru. Bohaterek pozytywnych, a w każdym razie dających się lubić. Małe dziewczynki i duże tomboys wykluczone (im łatwiej jest łamać konwenanse, być wyraźnie innymi, i choćby tylko z tego względu - atrakcyjnymi dla czytelnika). Challenge accepted? Accepted. Moje ulubione kobietki z charakterem:

5. Małgorzata z Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa 

4. Kay Scarpetta z cyklu powieści kryminalnych Patricii Cornwell

3. Pani Wąsowska z Lalki Prusa

2. Fleur Delacour z Harry'ego Pottera

1. Księżniczka Ce'Nedra z Belgariady i Malloreonu Davida Eddingsa (tu miałam problem ze zdecydowaniem się, która postać tej serii powinna znaleźć się na liście: Ce'Nedra czy Velvet)

Olympias

15:52, drakaina , Ludzie
Link Komentarze (3) »
środa, 03 września 2008
Living in London

Czyli 5 rzeczy, które najbardziej lubię i 5, których najbardziej nie lubię w Londynie.

Lubię:

  • British Museum (mogłabym nim wypełnić wszystkie 5 punktów) i inne muzea
  • to, że można tu wyglądać i być ubranym absolutnie dowolnie i nikt nie będzie się gapił
  • księgarnie i antykwariaty
  • to, że ludzie są generalnie uprzejmiejsi niż w Krakowie
  • egzotyczne knajpy

Nie lubię:

  • wygwizdowa (pod względem przewietrzenia Londyn przypomina Warszawę)
  • tłoku w metrze (no comments)
  • braku wyraźnego (kontynentalnego) centrum, co wynika po części z tego, że obecny Londyn jest połączeniem wielu wcześniejszych miast i wsi
  • wielkich odległości (utrudniają życie)
  • tanich sklepików z badziewiem na głównych ulicach (psują ogólny widok w tym i tak niezbyt pięknym w sumie mieście)
Highgate, Londyn
23:20, drakaina , Miejsca
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 lipca 2008
Na marginesie Bayreuth

Słucham sobie w radiowej Dwójce transmisji z Festiwalu Wagnerowskiego w Bayreuth (dziś bardzo średnio podoba mi się odtwórca roli tytułowej w Parsifalu) i postanowiłam zebrać ulubione nagrania dzieł tego kompozytora (a słyszałam ich naprawdę dużo, w tym również tych legendarnych, np. z Birgit Nilsson, które podziwiam, ale nie są ulubionymi - wolę te bardziej dynamiczne i nowoczesne, nawet jeśli są mniej doskonałe i brzmią bardziej "chropowato").

  • Holender Tułacz - dyr. Otto Klemperer, New Philharmonia Orchestra; Theo Adam, Anja Silja, Martti Talvela
  • Tannhäuser, fragmenty (soundtrack bardzo takiego sobie filmu Meeting Venus) - dyr. Marek Janowski; René Kollo, Kiri Te Kanawa, Waltraud Meier
  • Tannhäuser, całość - dyr. Giuseppe Sinopoli, Philharmonia Orchestra; Plácido Domingo, Cheryl Studer, Agnes Baltsa
  • Śpiewacy norymberscy - dyr. Eugen Jochum, Orchester der Deutschen Oper, Berlin; Dietrich Fischer-Dieskau, Christa Ludwig, Plácido Domingo
  • Lohengrin - dyr. Claudio Abbado, Wiener Philharmoniker; Siegfried Jerusalem, Cheryl Studer, Kurt Moll
  • Pierścień Nibelunga, całość - dyr. Bernard Haitink; Eva Marton, Siegfried Jerusalem, James Morris
  • I akt Walkirii - dyr. Daniel Barenboim, Staatskapelle Berlin; Plácido Domingo, Deborah Polaski, John Tomlinson
  • Tristan i Izolda - dyr. Daniel Barenboim, Berliner Philharmoniker; Siegfried Jerusalem, Waltraud Meier, Matti Salminen
  • Parsifal - dyr. Daniel Barenboim, Berliner Philharmoniker; Siegfried Jerusalem, Waltraud Meier, José van Dam

Przedstawienia:

  • Bayreuther Festspiele, 1992, Pierścień Nibelunga, całość - reż. Harald Kupfer; dyr. Daniel Barenboim; wyk. John Tomlinson, Anne Evans, Siegfried Jerusalem
  • Bayreuther Festspiele, 1980, Pierścień Nibelunga, całość - reż. Patrice Chéreau; dyr. Pierre Boulez; wyk. Donald McIntyre, Gwyneth Jones
  • Grand Théâtre de Genève, Tristan i Izolda - reż. Olivier Py; dyr. Armin Jordan; wyk. Clifton Forbis, Jeanne-Michèle Charbonnet, Alfred Reiter
  • Bayreuther Festspiele, 1991, Lohengrin - reż. Werner Herzog; dyr. Peter Schneider; wyk. Paul Frey, Cheryl Studer
  • La Scala, Walkiria - wyk. Plácido Domingo i Waltraud Meier; niestety nie wiem wiele więcej o tym przedstawieniu, widziałam je kiedyś w telewizji (może poguglam i znajdę)
  • Festspielhaus Baden-Baden, Parsifal
British Museum
22:31, drakaina , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 czerwca 2008
Lektury dzieciństwa

Z okazji dnia dziecka - i znów po części z namowy ninedin - nieco nostalgiczna lista z ulubionymi książkami wczesnego dzieciństwa (poznanymi mniej więcej przed połową podstawówki, zanim miałam 10 lat, powiedzmy - listę z tego późniejszego okresu otwierałyby zapewne Przygody Tomka Sawyera). Ponieważ nie zdołałabym zmieścić tu wszystkich ulubionych, wymieniam tylko te charakterystyczne, troszkę mniej typowe, pomijając skądinąd ukochanego Kubusia Puchatka (w starym wydaniu, chyba niedługo powojennym, które czytały kolejne pokolenia mojej rodziny) i sagę o Muminkach (tu na najwyższym miejscu umieściłabym wszystkie opowiadania o hatifnatach). Z bardzo wczesnego dzieciństwa pamiętam też ulubione książeczki, z których czasem w pamięci utkwił mi tylko tytuł (Malutka czarownica, Jednorożec, Karlsson z dachu, [Ktośtam] w krainie motyli - tu nawet tytułu nie jestem pewna) albo z kolei autor (Maria Kruger) i ogólny zarys fabuły, że chodziło o zaczarowaną kredkę, albo w ogóle tylko jakieś szczególy dziwaczne, np. to, że ksiązka była o legendach północy i miała na okładce niebieskie słońce (a może w połowie niebieski księżyc i żółte słońce?). A najwcześniejszą ksiażką, jaką pamiętam, jest taki drobiazg z istniejącej przed laty serii "Poczytaj mi mamo" pt. Nikt mnie więcej nie zobaczy - wariacja na temat Brzydkiego kaczątka Andersena, tym razem o gąsienicy, której wszyscy mówią, że jest brzydka, postanawia więc, że ucieknie przed złym światem i zamyka się w poczwarce, z której potem wylatuje jako przepiękny motyl.

6. Porwanie Baltazara Gąbki (i dalsze tomy) Stanisława Pagaczewskiego - zawsze chciałam trafić do Krainy Deszczowców. Książka zapewne odpowiedzialna za późniejsze upodobanie do historii szpiegowskich, awanturniczych i sensacyjnych. Że o smokach nie wspomnę. No i ukochana dobranocka.

5. Czarne okręty Joe Alexa - przygodowa powieść o młodym Trojańczyku, który trafia na Kretę, walczy z piratami, płynie na północ po bursztyn itd.. W nostalgicznym zrywie przekopałam kiedyś całe wielkie pudła z różnymi rzeczami, które zostały na pawlaczach i w piwnicach po różnych przeprowadzkach, żeby znaleźć te książki i tę z następnej pozycji.

4. Powrót na pustynię Horii Stancu - dość ckliwa, ale przynajmniej nie pozbawiona całkiem realizmu opowieść rumuńskiego pisarza o wyprawie Aleksandra Wielkiego na Persję, nad którą przeryczałam długie wieczory, bo nie mogłam wybaczyć autorowi, że uśmiercił wszystkie moje ulubione postacie. I oczywiście sympatyzowałam z dziką, przebiegłą i pełną życia Roksaną, a nie mdłą niczym prosto z Sienkiewicza Statejrą (z którą za to wyraźnie sympatyzował autor).

3. Księga dżungli (i po części Druga księga dżungli) Rudyarda Kiplinga - chłopak wychowywany przez wilki, mądry wąż, straszliwy tygrys, dżungla, w tle jakieś przedziwne na wpół zarośnięte lasem świątynie, ludzie tylko gdzieś w tle, przygoda, egzotyka. I ostatnia książka, którą w całości przeczytał mi Tato, kiedy miałam jakieś 5 lat - pamiętam poczucie jakiejś takiej niewłaściwości, kiedy wdrapywałam mu się na kolana, wiedząc, że on świetnie wie, że ja już umiem sama czytać. Po latach dowiedziałam się, że bardzo lubił mi czytać, więc w żaden sposób mu to nie przeszkadzało :)

2. W krainie czarnoksiężnika Oza L. Franka Bauma - bezwzględnie ulubiona z całej serii, wolałam ją od tomu o Dorocie z Kansas. Za niesamowity klimat, Kubusia Dyniogłowego i jego marudne poczucie humoru, a także WP Wtyka Strasznego WW, latającą kanapę, złą czarownicę w tle i ambiwalentne uczucia głównego bohatera, kiedy okazuje się, że ten urwis jest tak naprawdę zaklętą w chłopaka księżniczką. (Do połowy podstawówki bawiłam się - w każdym razie z własnej woli - niemal wyłącznie z chłopakami, dziewczyny uważając za nudne, największym nieszczęściem było przyłapanie na gonieniu się po korytarzu przez nauczycielkę i wstawienie do sali, gdzie dziewczynki rozmawiały o kompletnie dla mnie nieciekawych rzeczach pod gablotą, więc chyba jakoś w głębi duszy rozumiałam przerażenie Tipa, kiedy dowiedział się, że jest Ozmą, będzie musiał nosić suknie i zachowywać się godnie.)

1. Mitologia Jana Parandowskiego - pierwszy egzemplarz dostałam mając może 7 lat, dokładnie pamiętam, że został kupiony w księgarni w krakowskim Rynku, na tej pierzei między Anny a Szczepańską (księgarnia istnieje zresztą do dziś, o dziwo), a następnie został całkowicie zaczytany i dziś jest już tylko pamiątką z dzieciństwa, bo rozsypuje się w rękach. Aha i byłabym zapomniała (jakoś dopiero komentarze mi przypomniały) - uzupełnieniem tej lektury była seria malutkich książeczek o mitach greckich pióra Jadwigi Żylińskiej - pamiętam swoją radość, jak się ukazywały kolejne :)

Honorowe miejsce na tej liście zajmuje natomiast zbiorek Kiplinga pt. Takie sobie bajeczki, a zwłaszcza ulubione opowiadanie "O motylu, który tupał nogą". Pozostałe (o słoniątku, o kocie, który chodził własnymi drogami, o cętkach lamparta, o skórze nosorożca) kojarzą mi się natomiast z pierwszym kursem angielskiego, na który chodziłam mając 7 lat - uczyliśmy się z książki chyba zatytułowanej "I learn English" (taka duża zielona, bardzo dobry podręcznik skądinąd), gdzie bardzo szybko jako teksty do lektury pojawiały się skrócone wersje właśnie Just so Stories.

Atena

czwartek, 01 maja 2008
Proletariusze wszystkich książek

Ninedin rzuciła mi pierwszomajowe wyzwanie, więc oto - zanim wyjadę na kilka dni z Krakowa - lista ulubionych bohaterów literackich wywodzących się z tzw. nizin społecznych (i awansujących czy też wybijających się mimo to w taki czy inny sposób).

5. Talen (Elenium Davida Eddingsa) - złodziejaszek, bez którego możnym tego (a raczej powieściowego) świata byłoby momentami ciężko

4. Sam Gamgee (Władca pierścieni Tolkiena, oczywiście) - mój ulubiony Sancho Pansa, którego córka zostaje damą dworu elfiej królowej

3. Durnik (Belgariada Davida Eddingsa) - czyli z kowala czarodziej, który mimo wszystko woli stawiać płot własnymi rękami

2. Ged (Ziemiomorze Ursuli K. LeGuin) - chłopak z małej wioski na nieważnej wysepce, który zostaje najważniejszym magiem swych czasów

1. Hrabia Monte Christo (powieść Aleksandra Dumasa pod tymże tytułem) - a w rzeczywistości prosty marynarz Edmund Dantès, czyli zemsta doskonała i jeden z moich ulubionych bohaterów literackich wszechczasów

Przez chwilę myślałam o Garionie z mojej ulubionej Belgariady Davida Eddingsa, ale uznałam, że wszelcy ukryci po wioskach, lasach, grotach i innych dziwacznych miejscach potomkowie królów, bogów czy elfów nie spełniają do końca założeń listy, nie są to bowiem naprawdę przypadki "z chłopa król" - o nich może osobno?

Sprzedawca warzyw, Muzeum Archeologiczne w Thessalonice

23:08, drakaina , Ludzie
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2